sobota, 14 kwietnia 2012
W szkole nie byłam dobra z chemii. Nawet nie pamiętam różnicy między chemią organiczną i nieorganiczną.
Za to doskonale znam chemię orgazmiczną.
Nie podam wzoru na sól, ale wiem, jak smakuje sól na jego ciele, kiedy spoci się w dzikiej, wspólnej pogoni za rozkoszą. Gdy opada, zmęczony i szczęśliwy, na wymiętą pościel, na jego piersi wciąż jest ta słona wilgoć.
Nie wiem, jakie składniki połączyć, by powstał wybuch. Ale doświadczam wybuchów namiętności, pasji i podniecenia.Regularnie. Jestem ogniwem reakcji chemicznej, która prowadzi do prawdziwej ekspolozji krzyku, radości i spełnienia. Każdy por ciała to wulkan.
środa, 23 lutego 2011
Im dalej od dosłowności, tym lepiej.. Dla zmysłów i wyobraźni. Im więcej nienazwania, tym dłużej potem pamiętamy... Ciało samo wszystko dopowie, nazwie, pokaże.  fot. Dariusz Fabianowski
Miał doprawdy analityczny umysł. Urodził się taki.Praca, jaką wykonywał, uczyniła go jeszcze bardziej skoncentrowanym na szczegółach. Postrzegał rzeczywistość w częściach.
Tak było również, kiedy na ławce naprzeciwko dostrzegł ją. Trudno było jej nie zauważyć. W nieprzyjaznej, obskurnej scenerii peronu kolejowego ona była jak jasna wyspa, kwiat, który wyrósł na przekór cienistej przestrzeni.
Cały peron, pusty, utkany z plam oleju, plastikowych ławek i przeciągów, no i oni. W drodze dokądś, w oczekiwaniu na coś, w zapatrzeniu na siebie.
Tak, zerkali na siebie nawzajem. Ona jakby sprawdzając, czy to nie jakiś groźny typ. Jej źrenice jednak z każdą chwilą miękły, traciły nieufność na rzecz zainteresowania. On zaś jak zwykle - studiował ją po kawałeczku. Miał czas, mógł ją kleić z małych puzzli. Z namaszczeniem, z nasyceniem, z przyjemnością. Podobała mu się. Jeszcze nie wiedział dlaczego, bo zupełnie nie była w jego typie, ale już rozsiała wokół coś, co kazało mu na nią patrzeć.
Siedziała, ale ocenił że jest drobna, lecz wysoka. W tych proporcjach była jakaś tajemnica, coś poza statystyką. Miała wątłe ramiona, szczupłe, lekko przygarbione łopatki otulone dzianinowym wdziankiem. Ale z tej szczuplutkiej, niemal dziecięcej sylwetki wyrastały nieprawdopodobnie długie nogi, ręce i imponujące piersi. "Może jest modelką", pomyślał.
Powrócił do twarzy i zdał sobie sprawę, że to nie twarz modelki. Dość duży, grecki w kształcie nos ją w tym temacie dyskwalifikował. Ale jemu bardzo się spodobał. Zdradzał inteligencję, pazur w osobowości. Tak właśnie myślał.
Ujęła go tym, jak siedziała. Szczupłe kolana, ot zwyczajnie, bez kokieterii spoglądające spod lekkiej, białej spódniczki, jakby bezmyślnie rozrzucone. Nie poddawały się zasadom. Ona była niezwykle dziewczęca, a jednocześnie w ruchach jak chłopak. Wyglądała jakby absolutnie zapomniała o mężczyźnie obserwującym ją z raptem kilkunastu metrów. Nie dbała o pozę, pozwalała raczej ciału rozgościć się na chwilę na peronie. Bezładnie ułożyła swoje nogi, stopy, dłonie, całą siebie. Zatopiona w nonszalanckim oczekiwaniu.
Poruszyła się się.Spojrzała na zegarek. Szczupły, bardzo opalony nadgarstek, nijaki, niedrogi zegarek. Jeszcze kilak minut. Na powrót opadła na oparcie. Włożyła rękę w kieszeń. On to odnotował i w duchu westchnął z podziwu.
I tak dzielił ją na cząstki. Niemal na atomy. Stała się dla niego jak zagubiona w tej szarzyźnie kula niezwykłej materii. Zachwycała go.
Chciałby, aby ich pociągi nie nadjechały, by ludzie nie nadeszli, a czas zatrzymał się dla potrzeb jego zachwytu, pragnienia i tęsknoty nabrzmiewających w całym ciele i umyśle.
czwartek, 25 listopada 2010
tak, podejdź, nie musisz być delikatny, czuły. Bądź wulgarny, złap mnie znienacka, rubasznie za tyłek. Właśnie tak. Aż czuję własny pośladek. Twardy jak orzech, gotowy. I różowy od klapsa. Ha! Tak, wieczorem, wieczorem, kiedy wszystko ucichnie i będziemy sami... bierz mnie. Siłą, ciężarem, bezwstydnie i bezwstępnie. Jesteśmy umówieni? Oooh!
Szybko, mocno i na temat. Czasem lubię.
wtorek, 23 listopada 2010
Jesteś. Nareszcie jesteś. Jak dobrze. Codziennie, bez pośpiechu, na wyciągnięcie ręki. Ach...
Nie muszę się Ciebie uczyć od nowa, wystarczyło sobie przypomnieć. To jak jazda na rowerze - opanowujesz tę sztukę raz na całe życie. Seks z Tobą jest taki właśnie, na całe życie. Jest moim szóstym zmysłem - wrósł we mnie, jest częścią mnie. Umiem i już. Uwielbiam.
Ten sam zapach skóry, barwa sutków, tempo oddechu, temperatura stóp, tęgość ud i ramion. To daje mi poczucie bezpieczeństwa, pewność, azyl. Uwielbiam być obok Ciebie i nic nie musieć, wdychać Ciebie i chwile z Tobą.
Wczorajsza noc, coś wspaniałego. Wiem co mam, niczego nie muszę się wstydzić, niczego odgrywać, ale jest pięknie, zjawiskowo. Tak było wczoraj. Nie nudzę się z Tobą. Tobą też się nie nudzę. Jeszcze nie sprawdziłam, czy podnieca Cię język w uchu. Jeszcze mam kilka niespodzianek. Ty też dotykasz wciąż tak samo, a jednak inaczej.
Poszukujemy, przekraczamy granice, wyłamujemy się z własnych zasad, by wciąż coś odkrywać, by doznawać i unosić się nad ziemię.
Obyśmy nigdy nie przestali tak poszukiwać i bawić się rozkoszą. To fascynująca podróż w jednym kierunku, która mnie pochłania. Ciebie też, wiem to. Widzę to Twoich czarnych od endorfin źrenicach, w uśmiechu, którym mnie obdarzasz, słyszę w głosie, pełnym miłości, pasji i nieustającego zauroczenia.
Napędzasz mnie. Jesteś moją obietnicą i darem. Pragnę Cię.
poniedziałek, 06 września 2010
Miąższ. Aksamit. Poganiana instynktem, zachęcana podnieceniem, szukam we własnym ciele rozkoszy.
Wyćwiczona samotnością bez trudu znajduję ten zachyłek, mały, tajemniczy, wiele obiecujący punkcik. Skórę obejmuje łagodny skurcz, jest dobrze.
"Tak", mruczę, "tak rób".
Odpalam wyobraźnię. Chcę się zabawić, pobyć ze sobą dłużej, namiętniej. Wino uwalnia mnie od zahamowań. Zmysł słuchu się budzi. W pokoju obok uprawia seks para znajomych, którzy u mnie nocują. Słyszę jak ocierają się o siebie ich ciała, słyszę jak przez jego zaciśnięte zęby próbuje wyrwać się tłumiony ze wszech sił krzyk. Wyobrażam sobie, jak ona wypina tyłek, a on z tego korzysta. Jak samiec - szybko, gwałtownie, pospiesznie.
Powracam do siebie, do swojego ciała, które aż boli od pragnienia, od ochoty na przekleństwa. Chcę zaspokoić wszystko, co teraz prosi się o pieszczotę. Przewracam się na brzuch, tak by w lustrze widzieć opadające piersi. Brodawkami sunę po prześcieradle. Pojękuję i słyszę to dopiero po fakcie. Pod brzuch wsuwam rękę, czubki palców wiedzą dobrze, co robić, wprawiają w trans mnie i moją cipkę. Z rozchylonych ust wydmuchuję powietrze, pod powiekami mam wciąż raz kochanka, raz rżnącą się w pokoju obok parę.
Moje pośladki pracują jak szalone, nie trzeba ich zmuszać do wysiłku, same szukają przyjemności. Rytm jest coraz szybszy, westchnienia pozbawione kontroli i głośne.
"Za-raz", sylabizuję.
Topię twarz w poduszce, a palec w waginie. Czuję jej skurcze.
Po wszystkim jestem zrelaksowana, szumi mi w głowie. Układam się na boku, zbieram zawstydzone ciało,niedbale rozrzucone na łóżku, uspokajam wyobraźnię i wierzchem dłoni ścieram spływającą po policzku łzę.
Jestem taka samotna...
wtorek, 31 sierpnia 2010
Leżę sobie na plecach, wśród wymiętych poduszek, jest dobrze, miękko.
Wspieram nogi na stopach, wędruję dłońmi od kolan do włosów łonowych.
Szybko stamtąd uciekam, drażnię się. Jeszcze nie, jeszcze chwilę, zaraz... hmmmmm.
Patrzę na swe długie palce,
rubinowe paznokcie. Patrzę na piersi, które ułożyły się wygodnie, tylko sutki wystawiając, gotowe, sterczące, ciekawsko wychylające się z obłych wysp. Podobam się sobie. Długie, okrągłe uda, pępek skryty w klepsydrze talii. Skóra gładka, brzoskwiniowa.
W pokoju chłodno, ale moje uda są gorące. Palce idą do wilgotnego ciepła, zaproszone przez moją napiętą czekaniem cipkę.
Opuszkami palców odszukuję brzegi warg. Jeszcze nieśmiałe, dopiero robią się mokre. Rozchylam je. Nogi również. Moja głowa taka ciężka, opada w tył, usta same się rozwierają, jakby chciały westchnąć, coś powiedzieć, wyszeptać czułe słowo, jakiś pieprzny rozkaz...
Palce wiedzą, co robić. Gwałtownie, jakby bez namysłu, jakby niezdarnie wędrują w górę i w dół, w tę i z powrotem. Jest już mokro. Wreszcie zwalniam i z precyzją odnajduję swój guziczek. Środkowym palcem, jego czubkiem dotykam wierzchołka misternego języczka. W gardle coś ściska, westchnienie wypełnia cichy pokój.
Unoszę lędźwie, instynktownie, chcę być bliżej rozkoszy, bliżej samej siebie. Widzę w lustrze wygięty kręgosłup i spływające, kołyszące się piersi. Światło ślizga się po skórze. te niedopowiedzenia, niedopatrzenia mnie podniecają.
Zamykam oczy. Przenoszę się do cipki i fantazji. Moja dłoń staje się mężczyzną. Obok mnie pojawia się dawny kochanek. Zawsze miałam słabość do jego ciała i wprawnych posunięć.
Drażnię łechtaczkę. Kuszę ją, oszukuję. Rozpędzam, obiecuję rozkoszną gonitwę, by znów zwolnić, zaniepokoić. Całą dłonią pieszczę się między nogami. Drugą ściskam pierś, gniotę ją aż do bólu. Zwilżam palec i zataczam łaskoczące miło kółko na brodawce. Już bardziej skurczyć się nie może, marzą jej się ciepłe, mokre wargi i szybki język.
Kręci mi się w głowie. Mój kochanek, choć nie mogę go dotknąć, jest tu, pragnie mnie, rozpala moje ciało. "No, wejdź", wypowiadam na głos, przez zaciśnięte zęby.
Palce wchodzą, słuchają głosu pożądania...
c.d.n.
czwartek, 03 czerwca 2010
Deszcz dzwoni o szyby. Zimno, nieprzyjemnie, szaro. Nie ma skąd wziąć energię, zaczerpnąć młodość, witalność. Wciąż mi chłodno, mam jakby za mało skóry, bo nieustannie skurczona nie daje rady obtulić zziębniętego ciała.
Znalazłam w szafie wino. Czerwone, półsłodkie. Zostało ze spotkania z przyjaciółkami. Smak mało szlachetny, ale przyjemnie osadza się na ściankach kieliszka. Wciąga mnie to. Patrzę, jak czerwona ciecz ślimaczy się po cienkim szkle.
Biorę kolejny łyk. Tę małą kropelkę wina, która została mi na ustach, rozmazuję palcem po dolnej, potem po górnej wardze. Czuję miłe mrowienie i wiem, że moje usta robią się pełne, karminowe. Im już jest ciepło.
Po przełyku też rozlewa się ciepło, taki palący strumień. Mam ochotę rozchylić wargi, ogólnie się otwieram, rozluźniam, opieram głowę o poduchę na sofie.
Druga lampka, już nie taka pełna, więcej nie ma. Jest mi lekko. I myśli jakieś nietutejsze, swobodniejsze. Każdy łyk oddala mnie od mojego pokoju, od obowiązków, które właśnie zaniedbuję, od siebie. Od siebie zziębniętej, zmęczonej, znużonej stukaniem deszczu o szyby.
Zamykam oczy. Odstawiam pusty kieliszek na szklany blat stolika. Miła melodia szkła. Teraz wszystko wydaje mi się miękkie, przyjemne.
Mam słabą głowę, w towarzystwie po dwóch drinkach szczebioczę, śmieję się z byle czego i dziecinnieję. Teraz też podziałało, raptem dwie lampki wina, a ja fruwam.
Jestem sama, więc nie szczebioczę i nie chichoczę, ale mam ochotę mówić.
I mówię. " A może sobie zrobię..."
Idę do mojej małej sypialni. Tylko łóżko się zmieściło, to wystarczy. I lustro. Zawiesiłam je, bo lubię tam przymierzać bluzki, sukienki i patrzeć na siebie nagą. Ale odkryłam również inne zalety lustra w sypialni.
Mieszkam sama, od miesięcy z nikim nie sypiam, więc czasem szukam w odbiciu towarzystwa, adoracji... Tak jak teraz. Rozbieram się. Kładę się na brzuchu, patrzę na linię piersi zatopionych w pościeli. Trochę unoszę klatkę piersiową, by zobaczyć, jak zwisają i by podrażnić sutki o chłodną tkaninę.
Mam gęsią skórkę. Nie jest mi zimno, przeciwnie, wręcz płonę, ale szelest tkaniny, jej chłód i przejęcie sytuacją mnie pobudzają, ekscytują. Okna odsłonięte, sąsiad z bloku obok może mnie widzieć, ale nie dbam o to. Jestem podniecona, spragniona i nic mnie nie obchodzi. Tylko ja, moje zrelaksowane winem ciało, oszołomione myśli i stęskniona kobiecość.
Dawno się nie masturbowałam. Może dlatego teraz to celebruję, podwyższam obroty wyobraźni, nie chcę tego zepsuć.
Zamykam oczy. Wino sprawiło, że powieki mam ciężkie, a i moje podniecenie chce się schować we mnie, dokonać ekspansji na moim ciele i umyśle.
Opieram głowę na poduszce. Wkładam rękę pod brzuch, rozsuwam nogi...
c.d.n.
czwartek, 22 października 2009
Obudź mnie, bo śpię. Słyszę, jak koło mnie chodzisz, czuję Twoją obecność, wiem, że jesteś, ale tkwię głęboko w dziwnym śnie. Obudź mnie, przecież potrafisz.
Podejdź, dotknij mnie za uchem, tak jak lubię. Pocałuj wilgotnymi ustami moją pachnącą nocą skórę. Wyciągnę ręce, spod ciepłej pościeli wysuną się moje miękkie piersi.
Patrz na mnie, ja to uwielbiam, Ty przecież też. Nie? Ale ja jestem dla Ciebie, czekam...Jestem kobietą, chcę, abyś na mnie patrzył, połykał fragmenty mojego ciała i tylko udawał, że myślisz o czymś innym...
Pamiętasz, jak cudnie potrafisz rozpieszczać dłońmi, słowami, językiem? ja pamiętam!
Nie pozwól mi spać, chcę wierzyć w miłość i namiętność, a nie przyzwyczajać się do samotności. Podejdź, przytul się do moich pleców, połóż dłoń na biodrze, przyciągnij je do siebie, ułóż brodę w moich włosach.
Nic nie musisz, ale przecież nie mogę... tak spać przez całe życie.
piątek, 03 lipca 2009
Czy wiesz, że gdy odjeżdżasz umieram dziewięć razy...  źródło: www.eroticart.ws
Pojawiam się i znikam. Jestem tylko wtedy, kiedy mnie dotykasz, wąchasz i pragniesz. Jestem widzialna tylko wtedy, kiedy oczami rysujesz moją sylwetkę, gdy zjadasz mnie głodnymi źrenicami.
Bez ciebie mnie nie ma. Jestem tylko wtedy, kiedy ty jesteś we mnie.
Wyszedłeś... znikam.
poniedziałek, 11 maja 2009
Musnąłeś mnie dłonią ostatnio, przelotnie. Celowo? Przypadkiem? Nie wiem...
Tam, gdzie mnie dotknąłeś, skóra mnie pali. Żar rozlewa się po całym ciele, wzniecając burzę w dole brzucha, wylewając rzekę na uda. Płonę. Tęsknię, pragnę, rozpal mnie raz jeszcze. Bardziej, śmielej.
niedziela, 01 marca 2009
Stałam na balkonie, musiałam coś przemyśleć. Bez skupienia na szczególe patrzyłam w przestrzeń. Jasne kwadraty okien, rzeka świateł w dole, szmer wieczornego miasta. Nagle w jednym z okien dostrzegłam kobietę. Tańczyła. Nie dla niego. Dla siebie. Swobodnie, bezładnie, dziecięco. Kołysała się lekko, przymykając powieki. Rękoma podgarniała włosy, czasem podśpiewywała.
Dżinsy, męska koszula, podwinięte rękawy, odsłaniające drobne nadgarstki. Kształtny tyłek, widoczny tylko wtedy, gdy radośnie wyrzucała w górę ręce. Ładna, słodka, pełna wdzięku...
Słuchała czegoś rytmicznego, szybkiego. Potem muzyka musiała zwolnić. Kobieta zaczęła się wić, zataczać biodrami kuszące koła. Przylgnęła stopami do podłogi, w lekkim rozkroku. Zdjęła koszulę.Pokazała jędrny biust w oliwkowym staniku. Lekko wypięty brzuch bezpretensjonalnie zachęcał do dotyku, do ruchu. Tańczyła dla kogoś... myślę, że... do czegoś. Do lustra. Tak. na pewno. Wiem - sama jestem kobietą.
czwartek, 19 lutego 2009
Gorąco odkryj mnie jestem nieodkryta
wciąż
środa, 18 lutego 2009
pozwól mi się koło Ciebie położyć. Nie chcę nic... Chcę tylko piersiami poczuć Twoje plecy, otrzeć się o Twój głęboki, spokojny oddech. Daj memu ciału posłuchać, jak gra w Tobie życie, jak przepływasz przez sen. Inaczej oddychasz. Inaczej niż ja. Ja unoszę piersi, Ty brzuch. I głośno szumisz, coraz głośniej. Jak przedwojenne radio. Piękna muzyka. Usypia i mnie. Jesteś zmęczony, masz splątane mięśnie, twardy kark, barki utrudzone od trosk. Ukołyszę cię swoją skórą, uleczę swoim ciepłem, przylgnę jak okład, wyleję miłość. Masz takie silne plecy. Podziwiam Cię, pragnę. I tęsknię...
czwartek, 05 lutego 2009
stop-klatka. Jego dłonie na jej biodrach. Zahaczone o siebie spojrzenia. Jego pożądanie, jej uwodzenie.
Oboje chcą więcej, ale zaciskają mięśnie, nienaturalnie spowalniają czas, by to zatrzymać, by smakować tę chwilę. Podniecenie jest jak ogień, ciało jak łatwopalny materiał. Płomień tak szybko może strawić tę cudowną nić, która łączy dwoje spragnionych kochanków.
Ale Ona i On nie chcą na to pozwolić, podsycają żar - niech się tli i sprawia przyjemność, niech trwa...
środa, 28 stycznia 2009
coś delikatnie błysnęło na jego wargach to releks światła pełna kropla pożądania zlizałam ją szybko należała przecież do mnie
wtorek, 27 stycznia 2009
www.iso400.pl
Patrzę na jego zdjęcie. Wciąż, nieustannie. Tęsknię, wspominam, szukam w utrwalonych źrenicach tamtego wewnętrznego krzyku, zapatrzenia. We mnie. Pociąga mnie. Jego obraz, ten ze zdjęcia i ten, który przechowuję w sobie, rośnie, wypełnia mnie. Czasem,w tramwaju, w sklepie, w aucie, na lotnisku, chciałabym być naga i przylgnąć do jego ciała, ukoić zjeżoną, napiętą od pragnienia i tęsknoty skórę. Nagle spada to na mnie, wprawia w drgania. Drżę. Zdjęcie mi nie pomaga. Jest jak tatuaż na mojej ścianie. Nie mogę go usunąć.
I nie chcę.
sobota, 24 stycznia 2009
 www.iso400.pl
Ładnie wyglądasz. Apetycznie. Miękki sweter, pod nim ledwie zarysowane ciało, widać, że szczupłe, nieco wątłe. Otulasz dłonie za długimi rękawami, z wełnianego dekoltu wychyla się biała skóra, podzielona na pół. Droga mleczna. Bardzo ładnie ci w czerwonym. Przytuliłbym cię. Gdybym tylko mógł.
czwartek, 22 stycznia 2009
"Weź mnie siłą", mówię. Użyj, wykorzystaj, zjedz. Głodny, szalony, weź wszystko, co chcesz, pozwalam. Nie mówię ci tego, trochę się wstydzę, ale twoja siła, twarda obojętność, rozkaz w dłoniach, udach, członku prowadzi mnie za drzwi... za nimi jest zatracenie, niepamięć, przyjemność, ból...
piątek, 09 stycznia 2009
Leżę i wspominam. Samo wracanie do tego myślą, ciałem, kobiecością, podnieca mnie. Pod skórą wciąż czuję tę żądzę. Pulsuje, pompując do głowy fantazje, tęsknotę i obawę, że już nigdy go nie spotkam, że już nigdy nie będę się kochać tak... Tak mocno, tak pięknie, tak długo, tak głośno.
Myślałam, że już znam swoje ciało, że seks jest dla mnie zdobytą twierdzą, po której mogę się już tylko nonszalancko panoszyć. On mnie zaskoczył, dzięki niemu odkryłam w sobie nowe pokłady pragnień, doznań, skłonności. Jeden wieczór, a miliony gwiazd nade mną.
Nie padło ani jedno słowo. Uprawialiśmy piękną i wysublimowaną mowę ciała. A jego oczom i dłoniom nie sposób odmówić. Może o tym wie i dlatego milczał...
Lizał moje uszy, wpuszczając w nie ciepły, męski oddech. Chciałam, by coś wyszeptał. Zamiast tego dłońmi przewędrował od szyi, przez piersi, kurczące się sutki, przez talię do pośladków i ścieżki miedzy nimi. "Podziwiaj", myślałam pysznie. Poczułam się najpiękniejsza, opływałam seksapilem, obezwładniającą pewnością siebie. Odszedł nagle kilka metrów, przyglądał mi się. Wiedziałam, co widzi: wyprostowane plecy, kaskadę czarnych włosów między łopatkami, wyraźny rowek kręgosłupa, dwie skośne kreski w talii rozpoczynające tyłek. Okrągły, wypięty, wsparty na chłodnych stopach. Nie odwróciłam się. Uniosłam ręce, związałam włosy w supeł, chciałam, aby na mnie patrzył. Nagle poczułam jego twardy język na kostkach kręgosłupa. Całował, podgryzał. Dłońmi objął od przodu moje piersi. Nie zmieściły się, nawet w jego dużych rękach. Ważył je, ściskał. Poczułam miłe łechtanie w dole pleców. Właśnie tam zawsze szukam pierwszej zgody mojego ciała na seks. Wtedy już nie ma odwrotu.
c.d.n.
niedziela, 23 listopada 2008
Moi Drodzy Z przyczyn kilku - różnych i obiektywnych, zawieszam na razie pisanie tego bloga. Buduar polubiłam, polubiłam jego Bywalców, ale i tak się zdarza. Mam nadzieję tu wkrótce powrócić, a jeszcze większą nadzieję mam na to, że ktoś tu będzie na mnie jeszcze czekał... Pozdrawiam Kocica
wtorek, 18 listopada 2008
Chciałabym umieć malować.
Namalowałabym Go.
Mężczyzna - boski, ludzki, heros. Utkany z mięśni, z
wewnętrzną siłą, która mnie fascynuje. Widać ją w ruchach, spojrzeniu.
Skąpałabym Go w miękkim cieniu, żebym mogła Go widzieć i
podziwiać, ale by nie był taki... oczywisty, czytelny.
Byłby jak rzeźba, wystrugana przez naturę z jednego,
twardego kawałka drewna. Mocna, niezmienna, oswojona.
Ale ja nie umiem malować. Mogę Go tylko podziwiać, kochać,
pragnąć.
|
|